ZMIENIAMY POMORZE

ZMIENIAMY POMORZE

Pomorscy przedsiębiorcy mogą ubiegać się w Pomorskim Funduszu Pożyczkowym o...
LUZINO NA PODIUM

LUZINO NA PODIUM

W hali widowiskowo - sportowej Gminnego Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji...
SMAKI ŚWIATA - KONFERENCJA

SMAKI ŚWIATA - KONFERENCJA

XIII Ogólnopolski Przeglądu Małych Form Teatralnych im. Adama Luterka...
JARMARK BOŻONARODZENIOWY

JARMARK BOŻONARODZENIOWY

Jak każe tradycja, przed świętami Bożego Narodzenia na wejherowskim rynku...
LODOWISKO DZIAŁA

LODOWISKO DZIAŁA

Amatorzy zimowego ślizgania już mogą zacierać ręce. Wprawdzie na zewnątrz...
10
Poniedziałek
Grudzień 2018
Loading...
Poprzedni Grudzień Następny
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
2627282930
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
123456
imieniny:
Danieli, Bohdana, Julii
Zgłoś wydarzenie Pokaż kalendarz

"KAMERDYNER" – NIEOMAL "MAGNAT"

2018-10-02 14:30:09

Zapraszamy do zapoznania się z refleksjami jednego z naszych czytelników po projekcji filmu "Kamerdyner". Recenzja z pewnością zaciekawi kinomaniaków ale z pewnością zainteresuje i zachęci także tych, którzy jeszcze filmu nie obejrzeli, do pójścia do kina. W Wejherowie będzie on wyświetlany do 10 października.

"Kamerdyner" Filipa Bajona bardzo mi się podobał. Nie jest to film wybitny pod względem formy, ale jest bardzo porządnie zrobiony. Na pewno to jeden z lepszych filmów Bajona, podobnie jak stosunkowo niedawne "Panie Dulskie" (choć trudno je porównywać z uwagi na zupełnie inną konwencję).

Warto od czasu do czasu wrócić do takiego tradycyjnego (chciałoby się absurdalnie rzec: "dziewiętnastowiecznego") kina – przykładem chociażby oscarowy triumf ekranizacji "Władcy Pierścieni".

Na Srebrne Lwy moim zdaniem w pełni zasłużył (z uwagi na dawno nie widziany w rodzimym kinie rozmach oraz tak bliską – a dotąd pomijaną! – tematykę); festiwalowe Złote Lwy oczywiście należały się dziełu bardziej nowoczesnemu (w tym dobrym znaczeniu). Zresztą, z uwagi na tak dotąd niesprawiedliwie pomijane Kaszuby, trudno mi być w pełni obiektywnym…

Kaszubski "Kamerdyner" jest jednak gorszy od śląskiego "Magnata"; ale nie dlatego, że "Kamerdyner" jest zły – tylko po prostu "Magnat" był najlepszym filmem Filipa Bajona w jego reżyserskiej karierze. Nie ma bowiem w "Kamerdynerze" tego przewrotnego bawienia się przeskokami czasowymi, które w opowieści o rodzie książąt pszczyńskich tworzyło dodatkową (narracyjną i artystyczną) wartość, nie ma też tylu scen aż tak zapadających w pamięć (jak chociażby makowce) – ale to niewątpliwie bardzo przyzwoity przykład tradycyjnego kina.

Bałem się też, że (tak czysto "filmowo") w tym filmie będzie widać "biedę" – czyli to, że powstawał kilka lat w ciężkich finansowych bólach. Na szczęście nie widać.

W recenzjach narzekano na rozmywającą się fabułę, na nadmiar wątków, na niejasności. Ja niczego takiego nie zauważyłem. Usiadłem sobie w kinie, by śledzić opowiadaną mi przez reżysera opowieść – i śledziłem ją z zainteresowaniem. Tak, to nieco "XIX-wieczna" narracja – ale taka jest konwencja filmu i na taki odbiór się nastawiłem. Wątków jest sporo – ale to przecież saga; i chyba ani nie pogubili się twórcy, ani widz nie powinien się pogubić. Nie są to "Noce i dnie" – ale nie czyńmy dla scenarzystów "Czarnego Czwartku" i "Układu zamkniętego" poprzeczki z dzieła życia Marii Dąbrowskiej! Według mnie – "dali radę".

Niektórzy też czepiają się zbyt – ich zdaniem – "bladego" wątku romansowego. Bez przesady. W takich epickich historiach zwykle najbladziej wypadają kochankowie (Skrzetuski i Helena w "Ogniem i mieczem", Mariusz i Kozeta w "Nędznikach"); może dlatego, że osobiste uczucia nie są najnośniejszym wątkiem takich fresków (to nie "Romeo i Julia"!). Poza tym bliskość młodych jest ciągle czymś przerywana: długie wyjazdy, przepaść społeczna, odmienne indywidualne losy każdego z nich dwojga. A przede wszystkim – wątek romansowy jest w tej sadze jednym z wielu. Zaś zważywszy, że nasi zakochani mogą być przyrodnim rodzeństwem – to przecież i tak mamy niezły "hardkor" (i to z potomstwem!).

Ciekawą postacią jest hrabia grany przez Adama Woronowicza. Kawał łajdaka (także w znaczeniu "łajdaczenia się") i typowy pruski junkier (z oczywistym stosunkiem do Polski włącznie) – ale jednak (jak w starym żydowskim dowcipie o mowie pogrzebowej na pogrzebie lichwiarza) w porównaniu z nazistami hrabia jest porządnym człowiekiem (zresztą stosunek do Hitlera ma dokładnie taki sam, jak pszczyński książę w "Magnacie"). Czy zaś zasługiwał na nagrodę za najlepszą pierwszoplanową (sic!) rolę męską – trudno mi orzec (bez zbędnego cudowania stawiałbym w tych kategoriach na Joannę Kulig i Tomasza Kota w "Zimnej wojnie"). Świetna jest też Anna Radwan w roli jego żony (reżyserowi marzyła się Jodie Foster – co byłoby reklamą nad reklamy; jednak polska aktorka miała tu chyba rolę życia). Na marginesie: arystokratka będąca jej pierwowzorem konała przed swym pałacem przez tydzień, gdyż Sowieci nie pozwolili nikomu ze służby udzielić jej pomocy…

Pierwszy raz w polskim kinie pokazana jest zresztą i pełna prawda o wyzwoleniu tych ziem (uważanych przez Rosjan za część "Germanii"), i – przede wszystkim – ludobójstwo w Piaśnicy (poza Pomorzem praktycznie nieznane). Ciekawą miał Bajon koncepcję pokazania owych scen – bez epatowania, na pół symbolicznie, ale jednak przejmująco; choć przyznam, że mi się bardziej zimno zrobiło w scenie przygotowania przez Niemców list proskrypcyjnych (zapowiedź grozy przeraża chyba bardziej).

Zapada też w pamięć konfiskata i nacjonalizacja niemieckich majątków przez władze II RP. Przypomina mi sceny z początków "Wołynia" Wojciecha Smarzowskiego: uświadamia wzajemność wielu przygranicznych antagonizmów (choć absolutnie nie "równoważy" rzezi ani Piaśnicy!). O Januszu Gajosie (także w kontekście tych fragmentów: „niechby się jeszcze ci rządzący nauczyli rządzić”) nawet nie piszę, gdyż najlepszy żyjący polski aktor to od lat klasa sama w sobie.

Podobno jednego ze znanych krytyków oburzył wątek homoseksualny w "Kamerdynerze" (że trafiło akurat na jedną z najbardziej negatywnych postaci). Dziwię się temu świetnemu znawcy sztuki filmowej: przecież w "Magnacie" i "Kamerdynerze" twórcza fascynacja Bajona Viscontim ("Lampart", "Zmierzch bogów") jest widoczna gołym okiem – stąd też zapewne wątek homoseksualizmu, nierozerwalnie zresztą połączony z SA i "nocą długich noży"! Chyba żaden poważny krytyk nie oczekiwałby wprowadzenia innego – tym razem sympatycznego – geja dla politpoprawnej "równowagi"? Zresztą zakompleksiony syn hrabiego jest postacią mało sympatyczną – ale jakoś możemy mu współczuć z uwagi na traktowanie go przez ojca. Postacią absolutnie złą jest nauczyciel muzyki (zresztą wątek wykonania na nim wyroku za Piaśnicę jest nazbyt „hollywoodzki” – a chyba i nie ma odniesienia do historii).

Bajon po kinowym "Magnacie" zmontował też telewizyjny serial "Biała wizytówka". Było tam więcej materiału, ale ja nie miałem nań ochoty. Brakowało mi ekspresji "Magnata" (jakbym miał oglądać "Dawno temu w Ameryce" czy "Pulp fiction" zmontowane chronologicznie). Przy planowanym 7-odcinkowym serialu po "Kamerdynerze" (ponoć materiału nakręcono drugie tyle) takich oporów mieć nie będę. Bo to przecież od początku taka "XIX-wieczna" opowieść. Poza tym widziałem w jakichś materiałach, jak hrabina przed wkroczeniem Sowietów nakłada rodowe klejnoty (ostatecznie w montażu to nie weszło: po prostu ma je na sobie czekając na Rosjan). Z kolei w dokumencie jeden z aktorów grających piaśnickich oprawców powiedział, że nie gra najgorszego typa, bo po egzekucjach wymiotuje; w filmie tej sceny brak – widać tylko, że ma niewyraźną minę). Pewnie o tego typu drobiazgi rozbudowana będzie fabuła serialu.

Wielu recenzentów chwali też muzykę (nagroda w Gdyni!); ale ja, przy moim "dębowym uchu", zakonotowałem tylko utwory grane przez bohaterów (i ciszę w Piaśnicy).

Drobne uwagi techniczne. Częściej na ekranie powinny pokazywać się kluczowe daty (1920, 1933, 1939), skoro część jest pokazywana. Sławomir Orzechowski w ogóle się nie starzeje – powinien zakładać coraz bardziej siwe peruki albo powinni zeń pod koniec perukę zdjąć. Prawie nie padają nazwy miejscowe (chyba nawet z Piaśnicą włącznie) – tylko z niemiecka Neustadt i z polska Puck (trochę niekonsekwentnie). Podobnie jak w "Magnacie" – wszyscy mówią po polsku (plus dialekt śląski lub język kaszubski); ale to oczywista i dopuszczalna konwencja. To przecież nie "Dywizjon 303", gdzie realistycznie funkcjonują polski, angielski i niemiecki.

Teraz, czekając na rozbudowany serial, warto może sięgnąć po wersję powieściową – stworzoną i opublikowaną (co dziwne: przed premierą filmu) przez autorów scenariusza.

I może ktoś wreszcie sfilmuje kaszubską epopeję Aleksandra Majkowskiego o Remusie…

JPP



Przeczytaj również
Wyczekiwany przez dzieci Mikołaj uroczyście przyjechał na wejherowski rynek i z tej okazji włączone zostały świąteczne ozdoby i iluminacje miejskie. Rozdawał dzieciom słodycze, wręczał nagrody...

2018-12-07 11:23:14

Wspólne gry i konkursy oraz mnóstwo znakomitej zabawy. Jak co roku, KS Tytani Wejherow zapraszają na wspólną sportową imprezę mikołajkową. Będą atrakcje dla każdego, a festyn uświetni swoją...

2018-12-05 11:24:25

Postać, która nie jest szeroko znana, a z pewnością zasługuje na życzliwą pamięć i szacunek. Osobę Tadeusza Staniewskiego, długoletniego dyrektora Gimnazjum i Liceum w Wejherowie, przybliży nam...

2018-12-07 12:27:50

NAJNOWSZE OKAZJE

NAJNOWSZE TUBONY

NAJNOWSZE GAZETKI

Dołącz do
swoich znajomych!